
Biały Dom rozważa kontrole sztucznej inteligencji przed jej upublicznieniem, ostrzega Dolina Krzemowa
Biały Dom prezydenta Donalda Trumpa rozważa, czy rząd USA powinien mieć możliwość kontrolowania najnowocześniejszych modeli sztucznej inteligencji zanim staną się one dostępne publicznie. Stanowi to znaczącą zmianę w stosunku do jego wcześniejszego podejścia do branży AI opartego na zasadzie laissez-faire.
W większości niedawny artykuł o weryfikacji modelu sztucznej inteligencji w Białym DomuDebata sprowadza się do tego, czy rząd powinien interweniować, zanim systemy graniczne z kodowaniem lub możliwościami cybernetycznymi zostaną udostępnione społeczeństwu. To nie jest subtelna zmiana. To Waszyngton pyta, czy wyścig zbrojeń w dziedzinie sztucznej inteligencji rozwinął się do tego stopnia, że zasada „wyślij i zobacz, co się stanie” już nie wystarcza.
Rozważana propozycja dotyczy wydania rozporządzenia wykonawczego, które mogłoby powołać grupę roboczą złożoną z urzędników państwowych i dyrektorów firm technologicznych. Zadaniem grupy było zbadanie sposobu funkcjonowania regulacji.
Według innych doniesień na temat rozmów administracjiDyskusja koncentrowała się głównie na zaawansowanych modelach, które mogłyby umożliwić cyberataki lub pomóc w identyfikowaniu słabości oprogramowania.
To oczywiście trochę szok. Administracja, która zobowiązała się do zniesienia barier dla rozwoju sztucznej inteligencji, teraz wydaje się gotowa je postawić. Może nie mur, a może po prostu bramę.
Nastąpiło to po fali obaw związanych z najnowszym systemem firmy Anthropic, Mythos, który podobno zaniepokoił ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa ze względu na swoje zaawansowane kodowanie i możliwości wykrywania luk w zabezpieczeniach. Media donosiły również o rozważaniach dotyczących sposobu weryfikacji modeli mających wpływ na bezpieczeństwo narodowe przed ich oficjalnym udostępnieniem.
Ten niepokój jest całkiem logiczny: jeśli uda się zastosować model, który pomoże szybciej wykrywać błędy, prawdopodobnie pomoże to również hakerom w jeszcze szybszym ich wykrywaniu. To właśnie jest niepokojący węzeł w tej dyskusji.
Dla Trumpa to ważna zmiana kierunku. Podpisując w styczniu 2025 roku rozporządzenie wykonawcze mające na celu zmniejszenie przeszkód dla dominacji sztucznej inteligencji, zniósł on wcześniej wdrożoną przez swój rząd politykę dotyczącą sztucznej inteligencji, która, jak stwierdził, hamowała innowacje.
Wtedy powiedział nam: buduj szybko, ogranicz nadzór rządowy, a odniesiesz zwycięstwo. Tym razem przesłanie wydaje się bardziej skomplikowane: buduj szybko, ale nie dawaj każdemu cybernetycznej palnika bez uprzedniego sprawdzenia wyłącznika bezpieczeństwa.
To właśnie to tarcie jest powodem, dla którego ten artykuł jest tak ważny. Firmy z branży AI dążą do szybkości, ponieważ przyciąga ona użytkowników, pieniądze i wpływy geopolityczne. Organy bezpieczeństwa dążą do rozwagi, ponieważ w coraz większym stopniu najinteligentniejsze modele AI przypominają raczej uniwersalne systemy kodowania i analizy, a być może także systemy cyberwojny. Obaj mają rację. I to właśnie, co frustrujące, sprawia, że tworzenie reguł jest trudne.
Szersza strategia administracji w zakresie sztucznej inteligencji koncentruje się głównie na przyspieszeniu procesów. Amerykański Plan Działań na rzecz Sztucznej Inteligencji dzieli politykę USA na trzy kategorie:
- zwiększyć innowacyjność
- zbudować infrastrukturę AI
- lider w dziedzinie dyplomacji i bezpieczeństwa globalnego
Ten ostatni element jest obecnie bardzo obciążający. Modele sztucznej inteligencji, które mają znaczenie dla cyberochrony, uzbrojenia, wywiadu i infrastruktury krytycznej, stają się czymś więcej niż tylko kolejną technologią konsumencką. Stają się zasobami i problemami bezpieczeństwa narodowego.
Istnieją już pewne technologiczne podstawy do myślenia o ryzyku. Waszyngton właśnie debatuje nad odpowiednią skalą egzekwowania prawa. Narodowy Instytut Standardów i Technologii opublikował Ramy zarządzania ryzykiem AI aby pomóc organizacjom radzić sobie z ryzykiem dla ludzi, przedsiębiorstw i społeczności.
Nie jest to obowiązkowe. Nie wymaga żadnych licencji. Jednak ramy te oferują urzędnikom państwowym nowy język do omawiania skomplikowanego procesu mapowania szkód, oceny ryzyka, łagodzenia skutków niepowodzeń i ustalania odpowiedzialności, gdy coś pójdzie nie tak.
Wszystko to dzieje się w miarę, jak sztuczna inteligencja coraz bardziej wkracza w sferę rządową i obronną. Na kilka dni przed niedawną rozmową weryfikacyjną Pentagon zgodził się na wprowadzenie technologii sztucznej inteligencji do tajnych systemów w ramach porozumień z kilkoma dużymi firmami technologicznymi, o czym donosił… Wojsko USA ogłasza nowe partnerstwa w zakresie sztucznej inteligencji.
Gdy modele graniczne zostaną zintegrowane z wrażliwymi operacjami rządowymi, zasady gry się zmieniają. Błąd staje się czymś więcej niż tylko nieudaną wersją demonstracyjną. Wpadka staje się czymś więcej niż tylko złą wiadomością. Rzeczywistość szybko daje o sobie znać.
Branża technologiczna nie doceni tej niepewności. Trzeba przyznać, że kiedy Waszyngton zaczyna mówić o komisjach recenzenckich, nie słychać wielu okrzyków radości.
Ci, którzy będą argumentować, że kontrole przedpremierowe mogą skutkować spowolnieniem innowacji, wyciekiem poufnych informacji technicznych lub pojawieniem się zagranicznego konkurenta z innymi motywacjami, nie są błahe. Prawda jest taka, że żadna z tych obaw nie jest błaha. W przypadku sztucznej inteligencji kilkumiesięczne opóźnienie można porównać do przyjazdu na wyścig Formuły 1 na rowerze.
Mimo to argument ten staje się coraz trudniejszy do zignorowania. Jeśli modele nowej generacji będą wykorzystywane do ułatwiania cyberataków, przyspieszania badań biologicznych, tworzenia skuteczniejszych oszustw lub automatyzacji kampanii dezinformacyjnych, to hasło „zaufaj nam, sami to przetestowaliśmy w laboratorium” może po prostu nie przetrwać długo w opinii publicznej. Popyt nie wynika z zamiłowania do biurokracji. Chodzi o zasięg rażenia.
To jest najbardziej prawdopodobne rozwiązanie, przynajmniej w ciągu najbliższych kilku lat, zamiast rządowego systemu licencjonowania wszystkich modeli sztucznej inteligencji, którego w praktyce nie dałoby się wdrożyć.
Zamiast tego urzędnicy mogliby skupić regulacje tylko na najbardziej zaawansowanych systemach, w tym tych zdolnych do przeprowadzania cyberataków na dużą skalę lub wykorzystywanych bezpośrednio przez rząd. Rozważmy wymóg, aby twórcy sztucznej inteligencji najpierw odpowiedzieli na kilka pytań, zanim będą mogli sprzedawać zaawansowane systemy każdemu posiadaczowi karty kredytowej.
Mimo wszystko to wciąż kamień milowy. Biały Dom wysyła wyraźny sygnał sektorowi prywatnemu, że pionierska sztuczna inteligencja (AI) być może przekroczyła etap, w którym stanowiła jedynie obiecujące narzędzie technologiczne, i stała się strategicznym ryzykiem. Co oczywiście, żeby było jasne, nie oznacza końca boomu na AI. Raczej sygnalizuje, że sztuczna inteligencja ma już kilka wad.
Dolina Krzemowa od dawna powtarza Waszyngtonowi, że Stany Zjednoczone muszą się spieszyć, aby utrzymać pozycję lidera. Wygląda na to, że Waszyngton chce odpowiedzieć: OK, najpierw pokażcie nam swoje hamulce.












